Gdzie na brunch? „Ugot” na modernistycznej Eixampli!

FullSizeRender (17)

Moja koleżanka, znana barcelońska bywalczyni mniej i bardziej nowoczesnych lokali, zabrała mnie dzisiaj na brunch. Z koktajlem. Z zimną cavą. I z szakszuką!

Powiem to raz i szczerze: nie lubię hipsterskich lokali, choć rozumiem zapotrzebowanie na nie. Lubię stare bary, śmierdzące i o wątpliwej czystości, z niedomytymi kieliszkami, ze sprawdzonym menu i stałymi bywalcami, a nie towarzystwem gapiącym się w komputer. „Ugot” natomiast wydał mi się przyjemnie vintage, z milionem filiżanek, dzbanuszków, ramek, światełek, książek i luster pełen był międzynarodowej młodzieży oraz mieszanych par, ale przyszły również lokalne panie, które z biura wyszły na wczesny lunch, młode matki ze śpiącymi w wózkach dziećmi oraz emigrantki w stylu moim i mojej koleżanki. Mam wrażenie, że brunche w Barcelonie zostały stworzone właśnie dla mieszkających tu młodych emigrantów. Katalończycy mają przecież swój vermut, choć ten to raczej preludium do obiadu, poza tym obfitych śniadań nie jadają, kawa, croissant, potem kanapka z piwem, a następnie menu de mediodía.

Swoją drogą o tym przydałby się oddzielny post. Jak i w jakich porach jada się w Katalonii.

Ku mojemu zaskoczeniu jednak atmosfera w Ugocie była lekka i przyjemna, klimatyzacja niezbyt agresywna, obsługa młoda i wyluzowana, ale nie tak na siłę, idealnie zorientowana. Nastrój poprawiło mi optymalnie doprawiona Bloody Mary z krzakiem selera 😉

FullSizeRender (10)

W karcie były kanapki (z pieczonym bakłażanem grzechu warta), sałatka z soczewicy z melonem (na pewno spróbuję jej następnym razem!), sałatka z czerwonej kapusty przełamana owocami oraz świeżutka burrata na rukoli z gruszką i pomidorkami cherry, polana sosem z brzoskwiń, nasze pierwsze danie 🙂

FullSizeRender (7)

Były też hamburgery w wersji wege (z quinoi) i nie, jaja na co najmniej cztery sposoby (po benedyktyńsku, szadzone i jajecznica z dodatkami do wyboru) oraz przede wszystkim szakszuka! Wybór wystarczający i z tych, co myślisz, że przynajmniej wszystko jest świeże i przygotowywane na bieżąco.

image

Szakszukę wzięłyśmy w wersji „bałkańskiej”, z serem kozim i pieczonym bakłażanem, była intensywna i sycąca, o gęstym, przyjemnie doprawionym sosie…prawie jak w wykonaniu mojego Taty. Prawie.

image

Muszę się przyznać, że z racji tego, że mało chodzę do modnych lokali, szakszuki nie jadłam „na mieście” jeszcze nigdy. Może to i wstyd. Przed chwilą jak wpisałam w wyszukiwarkę tę nazwę to mi pokazało, że to najmodniejsze danie sezonu. A mnie je zrobił Tato w roku 2012 na śniadanie przed wizytą w Cavas Codorniu, żebyśmy się za szybko nie upili… Ależ z niego trendsetter!

FullSizeRender (8)

I deser, obowiązkowo z kieliszeczkiem cavy i filiżanką kawy.

FullSizeRender (3)

image

To właśnie wyróżnia to miejsce spośród innych je otaczających – wprawiające w obłęd ciasta… Sernik z mascarpone na dwa sposoby (najlepszy jest z polewą z orzechów laskowych!), kilka biszkoptów, tarta migdałowa, brownie, tort marchewkowy z kremem serowym, tort czekoladowy z suszonymi malinami, babka bananowa…mmmmm…

FullSizeRender

FullSizeRender (1)

FullSizeRender (5)

 

 

Najadłam się i to w wybornym towarzystwie! Jestem szczęśliwa!

Ugot

c. Viladomat 138

08015 Barcelona

FullSizeRender (4)

image

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *