Tapas „de autor” w regionie – „2 de Vins” w El Prat.

2devins

W El Prat de Llobregat, małym miasteczku pod lotniskiem, dwaj bracia prowadzą niewielki bar – winotekę z częścią restauracyjną i w zupełnie niepretensjonalny sposób kreują tam dania na poziomie gwiazdki Michelin.

Gdyby nie koleżanka z pracy nie wpadłabym na pomysł pojechania na kolacje do El Prat właśnie, wioska nie należy bowiem do najciekawszych. Poza typową zabudową mieszkalną, stoi tu kilka fabryk (m.in. piwa Estrella) i rozciągają się pola uprawne (El Prat słynie z uprawy karczochów!)

2 de Vins to niepozorna perełka, ukryta wśród tak samo wyglądających uliczek El Prat, tłumnie odwiedzana przez okolicznych mieszkańców i przyjezdnych z Barcelony. Lokal ten założyli dwaj bracia Manu i Patxi, czyli Manuel Morón i Francisco Morón, zawodowi kucharze z praktyką w najlepszych restauracjach katalońskich i baskijskich oraz ich przyjaciel, sommelier Rafa Nieto. I przyjacielsko – rodzinny klimat w tym miejscu się utrzymuje.

image

image

Karta jest czytelna i prosta, czym moim zdaniem zachęca do spróbowania wszystkiego. Nie od dzisiaj wiadomo, że dobry lokal nie charakteryzuje się nie zbędną ilością dań w menu, tylko ich odpowiednim doborem. Dla mnie samej jest jeszcze jeden czynnik – dania dnia/tygodnia, czyli sezonowe propozycje szefa kuchni, zmieniające się pod wpływem jego nastroju i dostępności produktu.

Panowie nas nie zawiedli! Jak na gorący, letni wieczór przystało ochłodziliśmy się „Aurią” od Mass Llunes z regionu Emporda, winem o intensywnym aromacie i bardzo świeżym smaku, 100 % szczepu moscatell del gra petit (muskat o małych gronach tzw. drobnojagodowy, z tej samej rodziny, co słynny muskat aleksandryjski wykorzystywany do produkcji słodkiego, likierowego wina moscatel, ale o zupełnie odmiennym charakterze).

image

Tak orzeźwieni rozpoczęliśmy degustację ortiguillas del mar, morskich kąsków w mącznej panierce, które są prymitywnymi żyjątkami osadzającymi się na skałach z włosiem przypominającym algi. Są lekkie i delikatne, chrupiąca panierka zgrabnie otacza ich wnętrze o smaku morza, jego owoców i jodu. Dobrze komponowało się z nimi kwaśne, równie świeże, choć przełamane słodyczą papai ceviche z corviny (białej ryby typowej dla tego typu marynowanej sałatki) zwieńczone cytrynową pianą.

image

image

image

W końcu przyszła pora na tatara, którego coraz częściej spotykam w rożnych katalońskich lokalach w wersji mięsnej, bo z tuńczyka czy łososia to standard. Opiekujący się nami kelner (tak właśnie – opiekował się, dbał jak przystało na dobrego gospodarza; każdy kto zna najczęściej spotykany w tutejszych lokalach nazwijmy go „nonszalancki styl” kelnerowania byłby równie zachwycony jak ja) przyniósł na łyżeczce trochę doprawionego mięsa, byśmy ocenili czy trafia w nasz gust. Oczywiście nie było w nim korniszonów ani marynowanych grzybków, ale za to cebulka, gruboziarnista musztarda, sos Worcestershire i odpowiednia ilość soli i pieprzu. Dodatki też nie były standardowe – chleb zastąpiły smażona masa wonton podana w formie kruchych czipsów i cieniutko krojone smażone frytki ziemniaczane.

image

Drugim, z tzw. głównych dań, była usmażona i pokrojona w grube plastry katalońska butifarra (biała kiełbasa) w sosie z curry i białej czekolady… hmmmm… pycha! Słone, doprawione mięso mieszało się w ustach ze słodyczą czekolady i wyrazistym smakiem curry, dlaczego nie!? Tylko te wstążki wonton były zbędne…

image

image

I jeszcze deser – tiramisu zamknięte w słoiczku oraz bazyliowe lody na musie z truskawek, mmmmmm… Pyszny, lekki sorbet po dobrej kolacji jest niemal równie przyjemny i orzeźwiający jak towarzyszący mu kieliszek cavy, mojego zdecydowanie ulubionego katalońskiego trunku. Na zdrowie!

image

image

Najadłam się, napiłam i jestem szczęśliwa! A teraz pooglądamy spadające gwiazdy na plaży w El Prat (w jednym z chiringuitos można nawet potańczyć) 🙂

 

2 de Vins

Carrer de Caldetes, 10

08820 El Prat de Llobregat, Barcelona

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *